sobota, 13 czerwca 2015

12. Hej kotek przejedziesz się z nami?

Lily o ciąży powiedziała też Kasi i Kacprowi. Teraz stałyśmy z Kasią w sklepie z ubrankami dziecięcymi. Nie powiem że nudziło mi się tu cholernie. Ale Kasia uparła się że, by przekonać Lily trzeba jej kupić jakieś urocze śpioszki i maleńkie buciki. Jak by nie zdawała sobie sprawy że to rozklei ją jeszcze bardziej. Przeszłam za Kasią kolejną alejkę z śpioszkami.
-A te? - Kasia pokazała żółte body w kaczuszki.
-Niebieskie podobało mi się bardziej - skrzywiłam się. -Kupmy jej to czarne z białym numerkiem... i z napisem "najlepsze dziecko ever"
-Wolała bym coś bardziej radosnego - westchnęła.
-A ja nie. Znam Lily nie od dziś i kaczki na pewno jej się nie spodobają - sięgnęłam po dwie pary śpioszków które wcześniej wymieniłam. - I do tego małe biało czarne trampki...


-Idziemy zapłacić - rzuciłam wysyłając sms'a do Michała i chowając telefon do torby. Chwyciłam najmniejszą parę czarnych trampek jakie znalazłam. 
-Co jest? - zapytała Kasia podążając za mną do kasy.
-Damianowi znów coś odwaliło....
***
Michał wjechał w uliczkę małych jednorodzinnych domków. Na kilku podwórkach bawiły się dzieci, a między domami zobaczyłam mały plac zabaw.
-Po co my tu jesteśmy - zapytałam. Michał wjechał na jeden z podjazdów. Wysiadłam jako pierwsza.
-Damian będzie czekał w środku - powiedział Michał podchodząc do drzwi. Popatrzyłam na niego. Nie wiedział co się dzieje tak jak ja. Uśmiechnął się tylko pocieszająco i pchną drzwi. Przepuścił najpierw Kasię a potem mnie. Wnętrze domu było białe jak by dopiero co ktoś je wybudował. Domek miał chyba dwa piętra i ogółem był bardzo otwarty. Wszędzie wpadało słoneczne światło
-Damian! - krzyknęłam.
-I jak podoba się wam? - pojawił się na schodach i uśmiechnął sie wesoło.
-Ale że jak podoba? - zapytała Kasia.
-Jego remont troszkę potrwa... - zaczął.
-Twoi rodzice kupili sobie nowy dom? - zapytał Michał chociaż dobrze znał odpowiedź
-Nie. Dziecko musi się gdzieś wychowywać i to z obojgiem rodziców. Miałem trochę kasy odłożonej rodzice dołożyli resztę...
-Więc kupiłeś dom? - zapytałam odzywając się po raz pierwszy.
-Tak. Remont trochę potrwa...
-Onachceusunąćciąże - powiedziałam na jednym wdechu. Damian wyglądał jak bym mu przywaliła.
-Nie zrobi tego - powiedziała Kasia. Podeszłą do Damiana i położyła mu rękę na ramieniu.
-Jest za słaba - wycedził Michał.
-Nie znasz jej - rzucam przez zęby.
-Może Ty znasz ją dobrze, ale jakoś nie spieszyło się jej by powiadomić cię o ciąży - rzucił cierpko.
-Ciekawe jak ty byś się czuł gdybyś miał mieć dziecko - powiedziałam i wyszłam. Stąd nie było daleko do domu Lily więc ruszyłam przez park w stronę centrum miasta. Chciałam z nią poważnie porozmawiać. A później wysłać do Damiana. Musza porozmawiać o tym domu choć bym miała ich do tego zmusić.
-Hej kotek przejedziesz się z nami? - przede mną zatrzymało sie auto w którym siedziało kilku chłopaków.
-Spierdalaj - rzuciłam skręcając w boczna ulice. Że akurat dziś musiałam iść na piechotę. Kilka kropel deszczu spadło mi na twarz i ręce. -Kurwa - rzuciłam pod nosem wiedząc że za chwilę będzie padać jeszcze mocniej. Ruszyłam dużo szybszym tempem. Kidy podeszłam pod dom Lily byłam cała mokra. No świetnie. Bez dzwonienia wpadłam do krótkiego korytarza. Ściągnęłam z siebie mokrą bluzę i przemoczone trampki. Kiedy miałam zapukać drzwi się otworzyły.
-Wiedziałam że to ty - powiedziała blondi i wpuściła mnie do środka.
-Skąd? - zapytałam nie do końca wiedząc o co chodzi.
-Tupiesz - rzuciła jak by to była najzwyklejsza rzecz na świecie. -Chcesz coś suchego?
-Była bym wdzięczna - weszłam za nią do jej pokoju. Lil na chwilę zniknęła za drzwiami garderoby. Gdy wyszła miała w rękach trochę suchych ciuchów.
-Dzięki - wzięłam je i weszłam do łazienki. Szybko się przebrałam. Sweter który dała mi Lily może i nie był w moim stylu ale był suchy i wygodny. Do tego para ciemnych jeansów i nawet suche skarpetki. Jak miło z jej strony. Wyszłam z łazienki mokre ciuchy kładąc na biurku.
-Wezmę je do prania, najwyżej wrócisz w tym. A swoje odbierzesz jak już będą czyste - powiedziała i wrzuciła moje ciuchy do kosza na pranie.
-Co u Ciebie - zapytałam wymownie patrząc na jej brzuch.
-Sama nie wiem - pogładziła go z czułością.
-Byłaś u lekarza?
-Tak...
-I?
-Powiedział że usunięcie ciąży może mi poważnie zagrozić. Mogę nawet nie mieć dzieci..
-Uważasz że to wszystko jest tego warte?
-Ojciec jak by się dowiedział wyrzucił by mnie z domu, nie mam gdzie pójść - powiedziała już niemal płacząc.
-Zawsze możesz przyjść do mnie. A teraz wiesz co? - popatrzyła na mnie pytająco. -Pójdziemy po coś słodkiego, zamówimy pizzę i kupimy lody, po czym zrobimy sobie maraton Zmierzchu, a jutro zbierzemy ludzi i po szkole pojedziemy prosto na plażę.
-Jestem za!- powiedziała Kasia pojawiając się w drzwiach.
-To idziemy na zakupy - powiedziała Lily narzucając na siebie sweter i ażurowe kozaki.
-Lily... - popatrzyłam na nią z nadzieją że się domyśli o co chodzi. Blondynka uśmiechnęła się tylko i po chwili wróciła z parą białych conversów w rękach.
-Są na mnie za duże - powiedziała i podała je mi. Szybko je włożyłam i zasznurowałam. Wyszłyśmy razem z mieszkania. -Pojedźmy po te nasze ulubione lody! - Lily otworzyła drzwi do garażu i puściła nas przodem.
-To na drugim końcu miasta - jęknęłam siadając na miejscu pasażera.
-No ale, no... - jęknęła błagalnie.
-Jedźmy - powiedziała Kasia. - W sumie też mam na nie ochotę - zaśmiałam się i zrezygnowana oparłam głowę o szybę.