"... to moje dziecko..." Lily spojrzała na niego spod posklejanych rzęs i rozmazanego makijażu.
-Nie zniszczysz sobie przeze mnie życia - powiedziała. Oni mieli w drodze dziecko... a ja byłam tak naiwna.Nie będę tu sterczeć aż ktoś mnie przyłapie, nie zejdę na dół i nie będę udawać że nic nie wiem. Zdecydowanym ruchem pchnęłam drzwi i weszłam do środka. Lily rozszerzyła oczy.
-O co chodzi z tym dzieckiem? -zapytałam stając na środku pokoju. - Masz z nią dziecko? - zwróciłam się do Michała.
-Tak - powiedział a w tym samym momencie Lily powiedziała ostre "nie".
Popatrzyłam na nią pytająco.
-Nie mamy dziecka, to znaczy on nie ma - powiedziała spuszczając głowę.
-Więc kto ma? Bo nie wierzę że zapragnęłaś dziecka z probówki - za ironizowałam.
-To nie jest ważne - powiedziała cicho.
-Jest - po raz pierwszy odezwał się Damian. -Nie możesz tego dłużej ukrywać - zwrócił się do Lily. -To moje dziecko - powiedział patrząc mi w oczy.
Spodziewał się chyba jakiejś reakcji, a ja stałam jak słup soli. Mój najlepszy przyjaciel i moja najlepsza przyjaciółka. Ta dwójka nienawidziła się od dzieciństwa.
![]() |
-Nie muszę Ci chyba tłumaczyć jak się robi dzieci - zaśmiał się Damian.
Wyglądał jakby spadł z niego wielki ciężar.
-Na imprezie... byliśmy pijani - Lily zacisnęła usta w wąską linię.
-Nie mogę w to uwierzyć... - wyszeptałam.
-Wszyscy będą tak reagować! - oho napad paniki - Ja nie dam rady! Ludzie będą wytykać mnie palcami! - było coraz gorzej, krzyczała na całe gardło. - Wylecę ze składu a ledwo co się do niego dostałam! Ojciec wywali mnie z domu! Będę mieszkać na ulicy, a co jak dziecko się urodzi? Mam zrezygnować ze szkoły!? No bo tego się ode mnie oczekuje! Chcę je usunąć! Dużo problemów narobiło! - skuliła się na środku pokoju i zaczęła płakać podeszłam do niej.
-Co Ty mówisz Lily, w głębi serca wcale tak nie myślisz - przytuliłam ją.
-B-boję się - załkała.
-Wiem - głaskałam ją po włosach.
Popatrzyłam na Damiana, był blady jakby przeraził się słowami Lily.
-Musicie być silni - powiedział Michał stając obok Damiana i kładąc mu rękę na ramieniu. -Oboje.
***
-Wiedziałeś - bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
Siedzieliśmy razem z Michałem na pomoście.
-Tak - rzucił tylko. - Byłem bardziej przerażony od Ciebie. Znałem Damiana ale nie znałem jej. A kiedy już zobaczyłem jaka jest... chciałem jej pomóc.
-Wszyscy tak mają kiedy o nią chodzi... Mogę się o coś zapytać?
-Jasne że tak - przyciągnął mnie do siebie i objął ramieniem.
-Dlaczego chciałeś powiedzieć że to twoje dziecko?
-Chciałem oszczędzić im cierpienia.. sam nie wiem. Damian myśli o rzuceniu szkoły i znalezieniu stałej pracy... póki jeszcze ciążę da się ukrywać a Lily może mieszkać w domu.
-Jej ojciec jej nie wywali... albo tylko na trochę. Znam go.
-Myślisz że Damian pozwoli jej mieszkać z dala od niego? On ją kocha, to widać.
-Wiem. Ale dopóki mają dach nad głową dla dziecka i możliwość nauki muszą z niej korzystać, a my musimy ich przekonać żeby myśleli racjonalnie..
-Może pójdę z Damianem do pracy.. pomogę im zebrać trochę na przyszłość
-Nie wezmą od Ciebie pieniędzy, nie znasz Lily? Ale można by im coś sprezentować... łóżeczko albo wózek!
-To dobry pomysł - pocałował mnie w skroń. -Poczekajmy na płeć, mam nadzieję że to chłopiec będzie z nami grał w kosza. -uśmiechnęłam się na tą wizję.
-Wiesz że ona naprawdę chce usunąć dziecko? - zawsze przy atakach paniki mówiła coś co później robiła.
-Nie pozwolimy jej na to.
-Kocham cię - szepnęłam cicho wtulając się w niego.
Ciekawe czy my też kiedyś mogli byśmy mieć takiego bękarta. Synka o imieniu Leoś.
-Ja Ciebie też - złożył na moich ustach krótki pocałunek. -Z każdą chwilą coraz bardziej
-Jutro przyjeżdża Melissa - powiedziałam.
-Kto to taki?
-Kuzynka Lily, na pewno ją poznasz, jest jak wstrętny wrzód, zawsze wraca. Nie może się dowiedzieć o ciąży.
-I nie dowie się. Nie denerwuj się tym - znów mnie pocałował. -Mówiłem Ci już że cię kocham?
-Raz lub dwa - uśmiechnęłam się.
-To muszę to mówić częściej.











