Nie pamiętam co się działo wczoraj. W każdym razie leżę w łóżku, ale tu nie pachnie jak u mnie w pokoju. Z przerażeniem otworzyłam oczy i podciągnęłam się do pozycji siedzącej. Ta sypialnie była zdecydowanie nie moja, ciemno szare ściany, ciemne meble, i ta pościel- czarna satyna. Spojrzałam na półkę obok łóżka. Stała tam butelka wody, apap i zegarek. 10:33. Wzięłam tabletkę i popiłam ją wodą.
![]() |
Postawił ją w nogach łóżka, a ja od razu poczułam orzeźwienie. Odkryłam nogi i spuściłam je na podłogę. Nie miałam swoich ciuchów. Tylko duży niebieski t-shirt z gwiezdnych wojen. Co się do cholery dzieje?!
-Możesz mi powiedzieć co ja tu robię!? - popatrzyłam na niego.
-Przywiozłem Cię tu wczoraj po tym jak zasnęłaś w łazience.
-Rozebrałeś mnie?
-Musiałem - uśmiechnął się.
-Boże... czy my?
-Tak - uśmiechnął się.
-Jezu!
-Żartuję. Byłaś nieprzytomna. Gofra? -zapytał podsuwając mi talerzyk z goframi.
-Tak z chęcią - chwyciłam gofra i bitą śmietanę.- Odwieziesz mnie do domu?
-Przyjechaliśmy tu twoim autem więc sama pojedziesz - powiedział uśmiechając się.
-Gdzie moje ciuchy? - zapytałam wstając.
Naciągnęłam krótki t-shirt najniżej jak mogłam.
-Tu masz jeansy Nati, kiedyś je zostawiła - powiedział wyciągając z szafy spodnie. -Nie mam nic na górę damskiego. Koszula? - przytaknęłam. Rzucił mi biały materiał.
-Łazienka jest tu - pokazał głową na drzwi obok łóżka. Uśmiechnęłam się. Weszłam do łazienki i przekręciłam zamek. Szybko wskoczyłam pod prysznic. Gdy skończyłam uświadomiłam sobie, że nie dostałam czystego ręcznika. Z wahaniem sięgnęłam po jedyny ręcznik który wisiał w łazience. Czarny i puszysty. Owinęłam go sobie dookoła ciała. Mniejszym owinęłam sobie włosy. Nie miałam wyjścia! Gdybym ubrała koszulę nie wycierając się mogła bym startować na miss mokrego podkoszulka. Podeszłam do lustra i wodą zmyłam resztki tuszu. Popatrzyłam na ubrania. Kurwa! Zostawiłam spodnie na łóżku. Wciągnęłam głośno powietrze. Otworzyłam drzwi i weszłam do pokoju.
***DAMIAN POV's***
Była taka jak zawsze. Olśniewająca.
-Powycierałaś się moim ręcznikiem - uśmiechnąłem się.
-Nie dałeś mi czystego - powiedziała. Chwyciła spodnie z łóżka.
-Następnym razem się to nie powtórzy - zaśmiałem się.
-Następnego razu nie będzie - powiedziała i uciekła do łazienki.
Wstałem z krzesła i podszedłem do szafy. Ściągnąłem z siebie biały t-shirt.
-Masz może suszarkę? - Lily wystawiła głowę z łazienki.
Odwróciłem się, a ona spuściła wzrok na podłogę.
-Pod zlewem masz wszystko - powiedziałem uśmiechając się.
-Dzięki - zamknęła drzwi.
Narzuciłem na siebie koszulę z wieszaka. Usiadłem w fotelu i wróciłem do jedzenia tostów.
***
-Jestem gotowa - blondi wyszła z łazienki.
Miała na sobie jeansy Nati które mocno opinały jej nogi i moją białą koszulę włożoną do spodni. Wyglądała bardzo....
-Możemy już jechać? Chyba że nie jedziesz ze mną nad jezioro.
-Jadę, chcę się dowiedzieć co się tam działo - zaśmiałem się.
Wzięła kluczyki od auta z półki i wyszła. Co się dzieje? Pobiegłem za nią. Dogoniłem ją na schodach jak ubierała swoje czarne conversy.
-Wychodzisz? - z kuchni wyszedł mój brat. Zatrzymał się na widok Lily. - Nie mówiłeś że masz gości... i to takich ładnych - posłał dziewczynie zalotny uśmiech. A ona cóż... parsknęła śmiechem. I to tak rozbrajającym że mojego brata zatkało.
-Gdzie rodzice? - zapytałem tłumiąc śmiech.
-W pracy - warknął i wyszedł z korytarza.
-Chodź - wyciągnąłem do dziewczyny rękę. Przyjęła pomoc.
***LILY POV's***
Gdy dojechaliśmy nad jezioro wszędzie panowało spustoszenie. Butelki, kubki i różnego rodzaju śmieci były wszędzie.
-Jest tu ktoś!? - krzyknął Damian.
-Hej wam - obok nas pojawiła się Nati.
Miała lekko podkrążone oczy i wielki uśmiech. Zaraz za nią pojawił się Michał. Objął Naś w pasie, wyglądali tak słodko. On też miał wory pod oczami.
-Wyglądacie jak śmierć - zaśmiałam się.
-Ty za to tryskasz życiem - za ironizował Michał.
Wystawiłam mu język.
-Widzę że dużo się działo jak mnie nie było - uśmiechnęłam się odruchowo kładąc ręce na biodrach.
-Wytłumaczę Ci kiedy indziej - szepnęła Nati wtulając się w Michała.
-Zaczęliście już sprzątać? - zapytałam biorąc z werandy opakowanie worków na śmieci.
Zanim ktokolwiek mi odpowiedział schyliłam się po kilka butelek.
-Może lepiej usiądź i odpocznij - powiedział Damian wyciągając mi worek z ręki.
Dałam mu się zaprowadzić do wiklinowego siedzenia na werandzie.
-Muszę pogadać z waszą dwójką - Michał pokazał na mnie i na Damiana.
-O czym? - zapytałam buntowniczo.
Wiedziałam co chce.
![]() |
Nie chciałam im przeszkadzać, ale była już pora obiadowa a oni nie schodzili z góry. Miałam zamiar ich zawołać. Weszłam powoli po schodach na poddasze, było słychać podniesione głosy. Uchyliłam lekko drzwi, widziałam dokładnie co się działo w środku. Lily siedziała skulona na jednej większych skrzyń i płakała cicho. Michał siedział na kajaku przykrytym zakurzonym prześcieradłem a Damian stał pod ścianą, chyba też płakał. I wtedy z ust Michała padły słowa które odmieniły moje życie. "... to moje dziecko..." Lily spojrzała na niego spod posklejanych rzęs i rozmazanego makijażu.
-Nie zniszczysz sobie przeze mnie życia - powiedziała. Oni mieli w drodze dziecko... a ja byłam tak naiwna.![]() |



Jeju jestes genialna!!! *,* ale czemu zrobilas cos takiego na koniec?! Pisz szybko następny <3 :*
OdpowiedzUsuńJeju jestes genialna!!! *,* ale czemu zrobilas cos takiego na koniec?! Pisz szybko następny <3 :*
OdpowiedzUsuńTo się porobiło. Jestem bardzo ciekawa jak sytuacja się dalej rozwinie.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się szybciej.
Pozdrawiam mordko <3
Najlepszy rozdział ❤
OdpowiedzUsuń